Traktat o stłamszeniu ludzkości – ,,Malowany człowiek: Księga pierwsza”, P. V. Brett

Na Malowanego człowieka trafiłem całkiem niedawno podczas poszukiwań fantasy, z którym mógłbym zarwać nockę. Czy książka spełniła ten jakże oryginalny wymóg? Otóż tak. 504 to na papierze całkiem pokaźna liczba stron, jednak ani razu nie poczułem się zanudzony bohaterami, światem, ani dialogami – te, choć nieco drewniane i wymuszone, spełniały swoją funkcję. Historia opowiedziana przez autora nie była może zbyt oryginalna, ale spodobała mi się. Okładka jest także ciekawa, ale wciąż głowię się, kogo przedstawia. Głównego bohatera? Jednego z jego towarzyszy? Czy może kogoś zupełnie obcego, kto ujawni się w drugiej księdze, której okładka jest niemal identyczna z pierwszą?

Podczas lektury było mi dane obserwować poczynania trzech bohaterów. Każdy zmagał się ze swoimi problemami: stratą ukochanej osoby, czy wręcz całej rodziny, publicznym upokorzeniem. Najbardziej związałem się z Arlenem – młody chłopak zachwycił mnie swoimi ambicjami i tym, że zdołał ruszyć do walki, gdy wszyscy wokół niego kulili się ze strachu. Wątek Leeshy był dość interesujący, głównie ze względu na jej przyszły zawód oraz burzliwą relację z matką. Mam nadzieję, że w kolejnych książkach dowiem się więcej na temat pracy Zielarki i tajemnic, których strzeże. Wątek Rojera zaś został odsunięty na drugi plan. Pod koniec lektury właściwie nic o nim nie wiedziałem, ale mam nadzieję, że w Księdze Drugiej znajdę odpowiedzi na moje pytania dotyczące tej postaci.

,,W życiu każdego z nas bywają takie chwile, gdy niezwykle intensywnie czujemy, że żyjemy. Do tego stopnia, że kiedy wreszcie mijają, przepełnia nas poczucie marności. Wówczas każdy z nas gotów jest zrobić wszystko, by znów pochwycić życie w swoje ręce.”

Bardzo spodobał mi się świat stworzony przez autora. Stylizowany jest na wczesne średniowiecze. Ludzkość powoli podnosi się po zagładzie. Nocą przerażone rodziny chronią się w domach otoczonych barierami runicznymi przed demonami wychodzącymi z Otchłani. Otchłańce z niewiadomych przyczyn polują na każde żywe stworzenie. Nic nie jest w stanie przebić ich twardej skóry. Wśród ludzi krążą legendy o starych czasach, w których walczono z demonami za pomocą run wojennych. Były to wieki rozwoju nauki i technologii. Jednak przez czas chwilowej nieobecności wroga ludzie zapomnieli o starych czasach i zostali niemalże zgładzeni. Otchłańce pojawiły się znienacka i bezlitośnie zdziesiątkowały ludność.

,,Każde dziecko pewnego dnia musi sobie zdać sprawę, że dorośli również popełniają błędy i okazują słabość, tak jak wszyscy inni. Następnego dnia, czy tego chce czy nie, nie jest już dzieckiem.”

Malowany człowiek to nie tylko wartka akcja i świat z historią opisaną na kilka wieków wstecz, ale także mnóstwo odniesień do współczesności. W książce można przykładowo znaleźć niezbyt subtelne odniesienie do dżihadystów w postaci żyjącego na pustyni plemienia, które każdej nocy wychodzi poza bariery runiczne i podejmuje świętą walkę z otchłańcami. Posiadają Świętą Księgę – źródło ich wiary oraz boga, do którego wznoszą modły.

Ludzkość na własne życzenie została zamknięta w miastach i wsiach. Społeczeństwo jest podzielone podobnie jak w średniowieczu: istnieją chłopi, mieszczaństwo, szlachta i duchowieństwo. Stanu rycerskiego praktycznie nie ma. Zamiast niego istnieją Posłańcy i Minstrele, którzy jeżdżą do odległych miejscowości, handlują, przekazują listy i opowiadają historię ludzkości. W każdej wiosce jest Zielarka, która leczy, odbiera porody i strzeże tajemnic dawnych lat. Ważną funkcję pełni także Patron Run dbający o ich trwałość, a tym samym bezpieczeństwo mieszkańców.


Nadszedł czas na zakończenie książki, więc tradycyjnie uwaga na spoilery!

CZĘŚĆ SPOILEROWA

Zakończenie książki nie obfitowało w epickie bitwy i pełne patosu przemowy. Dostałem za to podstępny cliffhanger, który zmusił mnie do sięgnięcia po następną księgę od razu po przeczytaniu pierwszej. Niezły ruch, panie Brett. Mam wrażenie, że wielki finał nadejdzie, ale dopiero w drugiej części. Odkrycie starożytnej włóczni z bojowymi runami było bardzo ważnym, ale przewidywalnym punktem w fabule. Oto Arlen, który przez całe życie rwał się do walki z otchłańcami, w końcu dostał do ręki odpowiednią broń. Mam nadzieję, że odpowiednio ją wykorzysta.


Źródła:

Reklamy

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s

Wspierane przez WordPress.com.

Up ↑

%d blogerów lubi to: